Blog
Bez taryfy ulgowej
rekontra
rekontra REAKCJONISTA
186 obserwujących 639 notek 1004170 odsłon
rekontra, 11 stycznia 2013 r.

CZERSKA PANICZNIE BOI SIĘ RADWAŃSKIEJ

 

Nie wiem co się stało, że Czerska nie dogrzebała się tego w życiorysie, nie doniosła o tym, że Agnieszka pasjami uwielbia czekoladę. Co za niedopatrzenie, co za niechlujstwo, że nie wyciągnęli na światło dzienne jej słów – „Dzień bez czekolady jest dla mnie dniem straconym!” i nie wrzucili do leadu. Jakie pole do popisu. Dzieci na świecie głodują, a Polka nie obejdzie się bez czekolady, jak jakiś czekoladożerca.
Zaczynam pisać, jednym okiem podglądam co się dzieje w Sydney. Na korcie Na Li, mistrzyni French Open z 2011 roku,  pierwsza w historii Azjatka, która zwyciężyła w turnieju wielkoszlemowym, bohaterka narodowa Chin. Po drugiej stronie tenisowej siatki siedemnastoletnia nadzieja Ameryki, Madison Key, promienny uśmiech, młodzieńczy wdzięk. Najmniejszych śladów nienaturalnej muskulatury z siłowni. Sympatyzuję z Madison, ale niech wygra lepsza.
Od wyniku meczu zależy, czy jutro, czyli polskiej dzisiejszej nocy, każdy ruch Agnieszki Radwańskiej na korcie będzie pilnie śledziło kilka milionów Chińczyków, czy kilkaset tysięcy Amerykanów.
Dlaczego Nowy Rok zaczynam tekstem o polskiej tenisistce? Gdyż nastąpiła kolejna odsłona nagonki na nią środowiska Czerskiej oraz jego organu. Najpierw czepiono się porażki na Igrzyskach Olimpijskich, tego, że nie przeprosiła za przegraną, nie posypała głowy popiołem, a przeprosin nie tylko oczekiwano, ale wręcz żądano. Potem, haniebne ataki, że nie miała odpowiednich polskich symboli na stroju – okazało się, ze był to kolejny strzał medialną kulą w płot. Radwańska w najmniejszym stopniu nie była winna, nie miała z tym nic wspólnego.
Chamstwo na różnych forach, w tym Gazety Wyborczej przemilczę. Napiszę tylko, że  - „Pisia” to jedno z łagodniejszych określeń. I teraz ten artykuł w Wyborczej. Ale od początku.
Myślami wracam do piątku 4 stycznia, bardzo późny wieczór, za dwie godziny Agnieszka Radwańska wyjdzie na kort w Auckland, w dalekiej Nowej Zelandii, czekam od rana. W meczu finałowym jej przeciwniczką będzie belgijska tenisistka Wickmayer. Polka, bez straty seta pokonała cztery kolejne przeciwniczki, doskonały początek sezonu. Jest faworytką spotkania, ale to jest sport. Kobiecy tenis jest dość często nieprzewidywalny.
Zabijam czas oczekiwania na mecz. Nieopatrznie zaglądam na stronę internetową Gazety Wyborczej, i już na jedynce natrafiam na słowa Bogdana Tomaszewskiego – „Na sport patrzę z miłością i ze smutkiem”. Miłość i smutek wieloletniego zasłużonego komentatora.
Co go smuci? Klikam link, zaglądam na podstronę, i zimny prysznic, wręcz lodowaty powiew złych myśli. W tytule dziennikarz prosi o głos: „Czy ja mogę coś powiedzieć?”, ale mrozem i niechęcia bije z leadu:
„Radwańska nie ma radości z walki na korcie. Po wygranej zajmuje się torebkami i paznokciami. A jak przegrywa - jest ponura. A w sporcie trzeba umieć przegrywać”.
Jakie potworne oskarżenie, jakiż noworoczny prezent od Gazety Wyborczej dla młodej tenisistki. Jakże poważne zarzuty.
Nie znajduje radości na korcie, cechuje ją ponuractwo, nie umie przegrywać no i jest pusta. Jest próżna – zajmuje się „torebkami i paznokciami”. Zbrodniarka.
Za półtorej godziny mecz, nie opuściłem od 1 stycznia żadnego, a tutaj taki wypichcili pasztet.
Przecież wiem, domyślam się, co spowodowało, że Wyborcza, chcąca uchodzić za poważną gazetę, czterostronicowy artykuł swojego świątecznego noworocznego dodatku opatrzyła takim nienawistnym, wręcz judzącym leadem. Przecież zaglądam na ich fora, czepiają się i udziału w marszu smoleńskim i bez żadnego sensu PiS-u, wiary i Jezusa. Właśnie „Pisia” to najłagodniejsze określenie tenisistki. Boją się, że stanie wzorem dla młodzieży, autorytetem.  
A umiejętności i talent? Czytałem w lecie tekst samego Piotra Pacewicz, że pierwsza dziesiątka w rankingu dla Agnieszki Radwańskiej to wystarczająco dużo. A radiowiec Tomaszewski przeciwstawił jej swoją ulubioną zawodniczkę. Nadzieją dla tenisa miałaby być Australijka Samantha Stosur. Obrazowo ją przedstawię tak: strongman Pudzian w spódnicy, i piorunujące uderzenie.
To ma być przyszłość tenisa red. Tomaszewski? Siłownia i wspomagania medyczne? I Ty piszesz o artyzmie i polocie w grze? I piszesz dalej, że gracz musi być w środku dżentelmenem. Widziałeś Agnieszkę na korcie?
Są zawodniczki, wygrażające przeciwniczkom pięściami (np. Białorusinka Azarenka, czy Francuzka Bartoli), ale gdy delikatna Agnieszka wygrywa piłkę albo mecz, to ledwie subtelny uśmiech pobłąka się po twarzy. Żadnego triumfalizmu, szacunek dla przeciwniczki, przecież nie bez powodu – właśnie Agnieszka Radwańska jest tak lubiana na świecie. Już drugi rok w zorganizowanym plebiscycie na stronie WTA została oficjalnie wybrana „Ulubioną tenisistką kibiców", doceniono filmik na którym ratuje reportera przed atakiem pszczoły, właściwie osy. Jest lubiana, i doceniana - Dawid pośród Goliatów.
Czy narkopolacy z Czerskiej (własne określenie Polaków przez GW), zaćpali na początku w nowym roku? Agnieszka ponurakiem? Słyszałem o torebkach, czytałem o zadbanych paznokciach, ale przecież lead do artykułu Tomaszewskiego, to w połowie zła wola, a w drugiej manipulacja.
Torebki? Tak, oczywiście – na początku kariery, po pierwszym wygranym turnieju, polska tenisistka sobie przyrzekła: Po każdym wygranym turnieju, nagroda w postaci torebki. Za ciężko zapracowane pieniądze kupuje torebkę – zwracam się bezpośrednio do bolszewickich myśli z Czerskiej. Kupuje ją!
I im bardziej prestiżowy turniej, tym torebka bardziej elegancka, a więc i droższa. Macie z tym kłopot?
Piszą bardzo życzliwie o torebkach po wygranym turnieju w Japonii i Nowej Zelandii, w Ameryce i Europie. Dopytują po meczu finałowym – kiedy wyprawa do sklepu. I tak było w Auckland trzy dni temu. Taki koloryt, sympatyczny znak rozpoznawczy.
No i piszą o czekoladzie. Nie wiem co się stało, że Czerska nie dogrzebała się tego w życiorysie, nie doniosła o tym, że Agnieszka pasjami uwielbia czekoladę. Co za niedopatrzenie, co za niechlujstwo, że nie wyciągnęli na światło dzienne jej słów – „Dzień bez czekolady jest dla mnie dniem straconym!” i nie wrzucili do leadu. Jakie pole do popisu. Dzieci głodują, a Polka nie obejdzie się bez czekolady, jak jakiś czekoladożerca.
 
Wygrała Na Li, widzę na monitorze, telewizja nie transmituje, a więc dzisiaj w nocy mecz najlepszej chińskiej tenisistki i Polski. Trudny mecz. I wielomilionowa widownia. Jaka promocja Polski.
Dociera na Czerską, do której wracam? Wypominacie zadbane paznokci? To żadna mroczna tajemnica, to nie dziennikarki śledcze Wyborczej wytropiły, i nie Bogdan Tomaszewski. Po prostu w rozmowie z kobiecym pismem Agnieszka wyznała, że wraz z siostrą, podczas pakowania się na turniej, nigdy nie zapominają o lakierze do paznokci. Lakier w odpowiednim kolorze jest prawie tak samo ważny jak stroje na kort. Zbrodnia.
Otwórzcie więc uszy i oczy – czytajcie: „Na korcie jesteśmy spocone, czerwone, zmęczone. Mało kobiece. Jedyne, co mogę zrobić, żeby trochę lepiej wyglądać, to pomalować paznokcie. Dlatego zawsze mam zrobiony manikiur”.
Zabronicie totaliści z Czerskiej? Paznokcie jej wypominacie? O zgrozo, czego wam nie doniesiono – to nie po meczu maluje, a przed. Ośmiela się wychodzić na kort z pomalowanymi paznokciami. Jak śmie. Natomiast po meczu, ma także zrobione włosy, makijaż, wkłada szpilki i kieckę. I idzie na dyskotekę. Podrzucam temat na artykuł noworoczny w 2014 roku.
Dygresja na koniec, znam z relacji. Brisbane, samo południe, skwar, skwer pod biurowcem, ławka, ptaszki, błękitne niebo, zieleń. Pada pytanie, znajomego z widzenia, kolegi z tego samego piętra biurowca - skąd jesteś? Mówi, że z Polski. Przeciągłe ale i niepewne aaaa, z Polski? A po chwili, rozpromieniona twarz, znam, znam. I słyszy - Agnieska Radwanska. Wspólne myśli, rozmowa, lepsza adaptacja w nowym miejscu. Życie na antypodach stało się łatwiejsze.
Tokio – trochę podobna historia, znalezienia wspólnego języka. Zagubiony Europejczyk tłumaczy na japońskiej prowincji - Polska, Poland, Polen – bez reakcji - mówi Szopen. Milczenie – i nagle słyszy, Szopen i Agnieka Radwaka. Konkretna pomoc Japończyka. Ile w tym zasługi Agnieszki, a ile Szopena? Kto wie.
Niebawem, może jutro, a może pojutrze. Stołówka New Jork Timesa, Adam Michnik kończy szamać jajecznicę, trzęsą mu się uszy, wymuskuje do czysta talerz. Kelnerka dyskretnie obserwuje, widzi dżinsowe wdzianko, pod nim rozciągnięty sweterek, przykurzone kroksy na gołych stopach. Proponuje dolewkę kawy, i pyta z troską w głosie – skąd jesteś? Słyszy – z Polski. Rozpromienia się i mówi: z Polski? Agnieska Radwanska. I Ula. Przysiada się. Znam, znam doskonale.
Tego właśnie życzę waszemu naczelnemu, Panowie.
Pekin, Tokio, Jerozolima, Toronto, wszędzie to samo. A na korcie – podglądam - przyjaciółka Agnieszki, Angelika Kerber z Puszczykowa pod Poznaniem. Finał dwóch przyjaciółek – małe marzenie.
 
A w sobotę po zwycięstwie Radwańskiej przeczytałem uważnie wywiad, wiele ciekawych wątków, ale ledwie napoczęte. Jest Piłsudski i Wolna Europa, jest Kusociński i przedwojenna szkoła, ale także wytłuszczenie w środku tekstu – Baczyński to „rzeczywiście był łamaga”. Na Czerskiej nie przepuszczą okazji.
Jest kawał polskiej historii ciekawie opowiedziany, Tomaszewski to sportowa firma, trochę smutno, gdy tak zostaje użyty.  I ten nieszczęsny lead – zabieg zapewne redakcji. Kompletnie nie pasujący do rozmowy.
I dowiedziałem się, w jaki sposób Tomaszewski doszedł do tego, że Radwańska nie umie przegrywać.   Cytuję radiowca: „Jest młoda, sławna, ale proszę zwrócić uwagę, jak podaje rękę gdy przegrywa. Jest ponura. A w sporcie dobrą cechą jest też umieć ładnie przegrywać”.
No to cytatem na cytat, może zaczerwienią się redaktorskie uszy. Agnieszka powiedziała kiedyś, że życie tenisisty jest jak bycie w klasztorze. Pełne wyrzeczeń. Dlatego stara się więc „między turniejami, treningami, które zajmują 99 procent mojego czasu, żyć jak normalna dziewczyna”. I szanowni panowie, nie przestanie malować paznokci, i nosić torebek.
Z całym szacunkiem dla Bogdana Tomaszewskiego, nie masz Pan pojęcia o Radwańskiej, nie znasz pan jej ani trochę, lekko wydajesz sądy. A Wyborcza powyciągała z rozmowy kilka zdań i upichciła lead – może w jednym procencie odnoszący się do treści rozmowy. By zabolało, by czytelnicy gazety wiedzieli, że można brutalnie ją zaatakować, tak jak w leadzie.
Myślę, przewiduję, co najmniej dziesięć lat sukcesów, Agnieszka przeżyje ich brutalne ataki, a także ich papierowy żywot.
A Czytelnikom Warszawskiej Gazety życzę sukcesów naszych tenisistek, Agnieszki Radwańskiej, i jej siostry Urszuli, a także ich przyjaciółek - Karoliny Woźniackiej, i Angeliki Kerber. A wiem, że sukcesy będą.
A Czerską niech ogarnia panika, i niech ją … zalewa.
Ps.
Tekst dla „Warszawskiej Gazety” pisany w środę rano, przed wygraną z Na Li oraz dzisiejszym triumfem nad Dominiką Cibulkovą. Po zwycięstwie w Sydney, na półce w szafie pojawi się kolejna, dwunasta torebka, która będzie przypominała wygrany turniej.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Aleksander Bączek Tak się składa, że czytam również wszystkie teksty o tenisie i...
  • @j.k.50 Oczywiście, że boją się jej wpływu na poglądy młodych, panicznie się boja....
  • @Godziemba Witaj Godziembo dobrze byłoby gdyby w tym roku dołączyła do niej Ula, do...

Tagi

Tematy w dziale