Blog
Bez taryfy ulgowej
rekontra
rekontra REAKCJONISTA
186 obserwujących 639 notek 1004170 odsłon
rekontra, 27 maja 2012 r.

ŻYRANCI III RP

 

Właściwie mnożna byłoby ułożyć ranking poręczycieli III RP. Wałęsa i Jaruzelski, Mazowiecki i Michnik, reżyser Kutz ze Śląska i Wajda, z Czerskiej Seweryn Blumsztajn, z Wiślnej ksiądz Boniecki, czasem ktoś z krakówka, a częściej z warszawki, bywa, że aktoreczka z telenoweli, bywa też, że generałowi wydaje świadectwo sam mistrz Olbrychski, czy Ferdynand Kiepski.
 
Piotr Zaremba łapie się za głowę. Dziwi się, że Niesiołowski jest pełnoprawnym uczestnikiem dyskusji. Gdzie? Naturalnie u Tomasza Lisa. I czytam, że była jakaś szansa, aby nie mówiąc może głośno całej prawdy, otoczyć Niesiołowskiego kordonem sanitarnym. I pisze to, słynący z łagodności ocen, z ważenia każdego słowa redaktor Zaremba.
Zamiast kordonu sanitarnego, Niesiołowski został bohaterem Lisa.
Czy mnie to dziwi? Tak jak wczoraj nie zdziwiłem się, widząc w programie M. Olejnik reżysera K. Kutza, tak nie zdziwiła mnie obecność damskiego boksera (właśnie tak nazywa się dziarskiego staruszka z PO) w telewizorze. Wielokrotnie przećwiczony ten sam mechanizm wzajemnego żyrowania. Lis Niesiołowskiemu, Niesiołowski Lisowi.
Przecież, nie tak dawno, gdyż w październiku tematem medialnym numer jeden było pytanie, „co dalej z Lisem”? Zastanawiano się, jaki będzie los niedoszłego prezydenta, redaktora celebryty. Oczekiwano, co najmniej usunięcia z wizji, przesunięcia do jakiejś roboty czysto papierkowej na Woronicza, na zapleczu, a byli też tacy, którzy widzieli Lisa na dziennikarskim bruku.
Cóż takiego się stało? Co się wydarzyło na jesieni ubiegłego roku? Tuż przez dniem wyborów do Sejmu, gościem (podkreślmy, zaproszonym gościem) programu telewizji publicznej (zauważmy, że telewizji publicznej) był lider największej partii opozycyjnej Jarosław Kaczyński. I prowadzący program red. Lis przez prawie godzinę na niego polował, „na żywo”, urządził łapankę na zbyt lekko rzuconą myśl, niezbyt precyzyjnie sformułowaną.
W telewizji publicznej urządził sobie nagonkę na gościa programu. Taka była potrzeba chwili, równoważyły się sondażowe słupki PO i PiS-u, partie znalazły się na ostatniej wyborczej prostej.
I wszystkie chwyty w programie Lisa były dozwolone, i wszystkie zostały zastosowane – prowokowanie i prowokacja, manipulacja i fałszerstwo, oraz pospolite łgarstwa. Czy trzeba uzasadniać powyższe spostrzeżenia kompromitujące warsztat Lisa i jego samego, skoro w pewnej gazecie, która od wielu lat stara się zrobić z Jarosława Kaczyńskiego wroga publicznego numer jeden, w artykule zatytułowanym „Puder opada z twarzy Kaczyńskiego” z satysfakcją odnotowano słowa pewnego europosła: „Lis poległ, ale śmiercią kamikadze. Mocno uszkodził wrogi okręt, Kaczyński stracił wizerunkowo”. Potrzebny jest lepszy komentarz do tego, co się działo w publicznej telewizji? Czy można precyzyjniej opisać rolę dziennikarskiego celebryty?
Redaktor Igor Janke napisał wówczas: „Koniec dziennikarstwa zbliża się wielkimi krokami. Tomasz Lis złamał wszelkie możliwe zasady tego zawodu”.
I zastanawiasz się czytelniku, po co przypominam ten fakt? Pracownik telewizji publicznej (podkreślam jej publiczność) złamał wszystkie zasady dziennikarskiego zawodu, i co? Nic.
Nie tylko, że nic, gdyż w kolejnym programie, już tydzień później, gdy w prasie i na blogach toczyła się dyskusja, „co z tym Lisem”, nadchodzi kolejny poniedziałek i pojawia się w jego programie dyżurny żyrant. Kto Lisowi rzuca koło ratunkowe? Kto podczas medialnej burzy swoją obecnością zaświadcza – nic się nie stało? Kto uwiarygadnia pracownika telewizji publicznej? Poręczycielem staje się Aleksander Kwaśniewski.
I upudrowani panowie gawędzą sobie o polityce, jak były prezydent z prezydentem niedoszłym. Mechanizm wzajemnego żyrowania.
I tak to właśnie działa od dwudziestu lat. Przecież wiesz, zdajesz sobie sprawę Piotrze Zarembo, może tak tego nie nazywając, że chodzi o żyrowanie. Dziesiątki przykładów. Właściwie mnożna byłoby ułożyć ranking poręczycieli III RP. Wałęsa i Jaruzelski, Mazowiecki i Michnik, reżyser Kutz ze Śląska i Wajda, z Czerskiej Seweryn Blumsztajn, z Wiślnej ksiądz Boniecki, czasem ktoś z krakówka, a częściej z warszawki, bywa, że aktoreczka z telenoweli, bywa też, że generałowi wydaje świadectwo sam mistrz Olbrychski, czy Ferdynand Kiepski.
Czyżbyś zapomniał czytelniku? Nie pamiętasz? Gdy słowo „cham” nie opuszczało słownictwa posła winiarza, a na ustach gościło „się prostytuowanie”, kogo ze świńskim ryjem wpuszczano do gmachów telewizji, kto pojawiał się na ekranie telewizora? Właśnie on. Kto zasiadał w Kongresowej, jaka feministyczna etyczka? Kto z Partii Kobiet niańczył biłgorajczyka?
A przecież, w tym samym czasie, będąc gościem programów telewizyjnych pokazujących jego ludzką twarz, wciąż obrażał śp. prezydenta?
A co następowało potem? Gazeta Wyborcza przeprowadzała z nim wywiad, i był pytany o poezję Leśmiana, o gwiaździste niebo i o to, „jaki jest pana imperatyw?”, a prostackie ekscesy nazywano performerskimi gestami.
Dzisiaj jedna z twarzy Platformy, jej eksmarszałek, Niesiołowski potrzebuje żyranta. I go ma. Częściej polityka ochrania dziennikarz, czasem jest odwrotnie.
Na wszelkie możliwe sposoby na blogach i w niszowej prasie omówiono ostatni wyczyn posła PO, jego niemający precedensu atak na reportażystkę i reżyserkę, dziennikarkę Ewę Stankiewicz. Przecież sytuacja wbrew kłamstwom mainstreamu była klarowna.
Dziesiątki posłów i posłanek, a także dziesiątki kamer i ich operatorów, przy pracy, rozmówcy i wywiady, bardzo ważne wydarzenia w sejmie i przed sejmem, i dokumentują je dziennikarze. Rzecz oczywista. Jak widać, da się odwrócić sytuację, a z agresora zrobić ofiarę.
Ale ja zwracam Twoją uwagę czytelniku na mechanizm żyrowania. Wzajemnego żyrowania, wydawania świadectw przyzwoitości, certyfikatów honoru, a przecież … czasem chodzi o damskiego boksera, często o zwykłe prostactwo, albo też, o przyklepanie podłości.
Na koniec, pisząc na małym marginesie. Czy znane są przypadki, że skompromitowany polityk nie wraca na polityczną scenę? Oczywiście tak, rzadko. Staje się wówczas komentatorem i ekspertem. Niektórzy z czasem wracają – ostatnie powroty Miller i Oleksy, a czasem są umieszczenie w medialnej przechowalni.
Ci z kajecików medialnych, pod telefonami, wzywani są do TV i mówią o duszy byłego chlebodawcy, są znawcami tego ma głowie, chociaż odsunięto ich kilka lat temu, i co najwyżej mogą possać brudny palec, i snują myśl, jakie ich były dobroczyńca ma plany. Media wszystko kupią i zagospodarują. Ci dyżurni komentatorzy, bardziej znani, są z odzysku, z PiS-u. Nazwiska znane. Chociażby Kazimierz Marcinkiewicz, ostatnio stracił na wartości, ale jest pod ręką, i mecenas Giertych zawsze na posterunku, a Michał Kamiński z pagerem w kieszeni.
No i nie zapominajmy o politykach, którzy w telewizorze występują w roli naukowców badaczy, są to żyranci lżejszej wagi. Ireneusz Krzemiński czy Paweł Śpiewak stale trzymają rękę na pulsie wydarzeń. Żyranci III RP.
Tekst ukazał się w Warszawskiej Gazecie.
 
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Aleksander Bączek Tak się składa, że czytam również wszystkie teksty o tenisie i...
  • @j.k.50 Oczywiście, że boją się jej wpływu na poglądy młodych, panicznie się boja....
  • @Godziemba Witaj Godziembo dobrze byłoby gdyby w tym roku dołączyła do niej Ula, do...

Tagi

Tematy w dziale