Blog
Bez taryfy ulgowej
rekontra
rekontra REAKCJONISTA
186 obserwujących 639 notek 1004170 odsłon
rekontra, 30 czerwca 2008 r.

"SB a Wałęsa" w krzywym zwierciadle profesora Machcewicza.

 

„Książka „SB a Wałęsa" powstała na podstawie w zdecydowanej większości prawdziwych faktów i dokumentów, ale obraz wyłaniający się z niej jest zdeformowany" - pisze w dzisiejszej Rzeczpospolitej profesor Machcewicz. I natychmiast nasuwa się pytanie,  dlaczego autor recenzji nie zakwestionował żadnego dokumentu, na prawdziwość którego powołują się autorzy książki?   

A więc dokonuję błyskawicznej recenzji artykułu (recenzji) profesora Machcewicza - w grucie rzeczy recenzji logiki profesorskiej. Moja recenzja w takiej (mojej) formie jest bardziej uprawnioną niż recenzja profesora historii pracy historycznej.

Machcewicz pisze: „Inną ważną okolicznością jest preparowanie i rozpowszechnianie przez Biuro Studiów SB w 1982 r. dokumentów, które miały przedstawiać Wałęsę jako agenta i w ten sposób zdyskredytować go w oczach zwolenników „Solidarności". Sami autorzy przyznają, że nie są w stanie ocenić autentyczności rozprowadzanych wówczas przez bezpiekę donosów „Bolka"."

 Machcewicz sam pisze, że były to dokumenty ROZPROWADZANE, nie wchodziły więc do teczki, nie krążyły wewnątrz SB jako dokumenty z jego teczki. Dokumenty były sporządzane przez SB, na użytek zewnętrzny - trudno,  by fałszywki na temat Bolka, były w jego teczce. Niech Machcewicz wskaże chociaż jeden taki dokument. Jakie więc znaczenie ma ich autentycznośc, skoro nie znajdowały się w teczce?

„Wiele kluczowych dokumentów występuje dzisiaj tylko w postaci kserokopii (...) Nie musi to prowadzić do ich całkowitego odrzucenia, ale na pewno obniża ich wiarygodność, przynajmniej w oczach sądu."

Czy to pisze historyk? Czy praca historyczna ma być zbiorem dokumentów dla sądu? Niech Machcewicz zakwestionuje tę kserokopię jako historyk, a nie posługuje się słabym argumentem  - „obniża wiarygodność dla sądu"

 „Mamy więc, nawet po odnalezieniu dodatkowych dokumentów, sytuację niezwykle zawikłaną, w której ostrożność w ocenie zachowanych materiałów SB i wnioskowaniu na ich podstawie jest podstawowym postulatem badawczym."

Po cóż się tak spieszył ze swoją recenzją  Machcewicz? Uprosić należałoby profesora, by przysiadł fałdów i wskazał i jednocześnie wykazał - formułując,  które tezy Cenckiewicz i Gontarczyk nie zachowali ostrożności. Dokument po dokumencie, panie profesorze historii.

Autorzy książki piszą (s. 47), że prezes Stoczni Gdańskiej nie zezwolił na wgląd do dokumentów pracowniczych L. Wałęsy oraz osób których nazwiska przewijają się w donosach TW Bolek - Animuckiego, Gawlika, Karpińskiego i Szylera. Czy interesujące dla historyka byłoby zestawienie donosów Bolka z działaniami władz Stoczni wobec właśnie tych stoczniowców? Nagrody, kary, represje? A może profesorowi Machcewiczowi uda się dotrzeć do tych dokumentów?

 „Tym bardziej że dokumenty bezpieki spisane przez jej funkcjonariuszy są tylko jedną stroną opowieści. Drugą powinny być relacje występujących w nich ludzi, skonfrontowane z urzędowymi materiałami bezpieki, a tego w książce zabrakło."

A po co panie profesorze? Niech dokumenty przemówią same - niech słowa wypowiadane przez te prawie czterdzieści lat przemówią same. Gdyż autorzy sięgają do relacji i wspomnień. Część dziewiąta aneksu pierwszego dokumentów zawiera relacje i wspomnienia i opracowania zawierające informacje o związkach Lecha Wałęsy z SB.

I jeszcze uwaga. Profesor pisze, że  zabrakło mu relacji z drugiej strony - w książce czytamy, z propozycją spotkania i rozmowy z Lechem Wałęsą 26 września 2007 roku PISEMNIE wystąpił Piotr Gontarczyk.  Czy profesor Machcewicz, profesor historii recenzowaną pracę naukową poznawał czytając po łebkach? Wielu dziennikarzy oraz sam Lech Wałęsa posługiwało się jak pałką argumentem, że ten ostatni nie mógł się ustosunkować do dokumentów, ze nie mamy jego relacji. A tutaj taki pech - zwrócili się i to na piśmie. Tak z bliska wygląda rzetelność recenzentów i dziennikarzy (chociażby M. Olejnik).

„Mój podstawowy zarzut wobec autorów, dysponujących materiałem fragmentarycznym i poszlakowym, to wybieranie interpretacji niekorzystnych dla Wałęsy, pomijanie bądź odrzucanie takich tropów, które stawiałyby go w dobrym świetle."

Niech więc profesor Machcewicz na wybranym przykładzie, wykaże - ale merytorycznie, niech na chwilę będzie historykiem, a nie publicystą - które tropy zostały pominięte.

„Najtwardszym dowodem są doniesienia z 1971 r. Zawierają one konkretne informacje na temat zachowań, wypowiedzi i zamierzeń robotniczych liderów ze stoczni, m.in. Józefa Szylera i Henryka Lenarciaka. Można zakładać, że miały one wartość operacyjną dla SB i mogły być wykorzystane przeciwko osobom opisywanym przez „Bolka"."

I tutaj panie profesorze ponownie należy zadać pytanie - dlaczego prezes stoczni Andrzej Jaworski nie chce udostępnić dokumentów pracowniczych. Działa na niekorzyść Lecha Wałęsy?

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Aleksander Bączek Tak się składa, że czytam również wszystkie teksty o tenisie i...
  • @j.k.50 Oczywiście, że boją się jej wpływu na poglądy młodych, panicznie się boja....
  • @Godziemba Witaj Godziembo dobrze byłoby gdyby w tym roku dołączyła do niej Ula, do...

Tagi

Tematy w dziale