Blog
Bez taryfy ulgowej
rekontra
rekontra REAKCJONISTA
186 obserwujących 639 notek 1004170 odsłon
rekontra, 28 maja 2008 r.

Byłem w Instytucie Pamięci Narodowej.

W Instytucie Pamięci Narodowej spędziłem przeszło 8 godzin. Od godziny 8.30 do siedemnastej. Co było powodem mojej wyprawy do IPN ? Żeby to wyjaśnić, muszę się cofnąć o pięć lat. W roku 2003 przeczytałem słowa które mną wstrząsnęły, słowa które hańbią. Czytałem prawie wszystkie teksty autora , ale te były wyjątkowymi.

„Ta powieść była najpierw skonfiskowana, potem beatyfikowana, wreszcie zbezczeszczona. Przez kolegę z partyzanckiego oddziału. Ów kolega to jest historyk z cenzusem, autor prac tak ostentacyj­nie antykomunistycznych, że tytuły mówią same za siebie: Pie­niądz kruszcowy w Polsce wczesnośredniowiecznej (1960), Pradzieje grosza (1975), Moneta w kulturze wieków średnich (1988), ktoś, kto nie był znany z żadnych działań opozycyjnych; otóż ten właśnie he­ros i nestor polskiego antykomunizmu postanowił, po upływie 50 lat spędzonych w głębokiej konspiracji w Instytucie Historii PAN, zdemaskować Konwickiego. Napisał o nim, że „nie wyróżniał się bojowością — chociaż w sytuacjach krytycznych nie nawalał — ani też nie przejawiał szczególnych skłonności do podbojów miłos­nych, o których potem tyle pisywał. Miał zresztą wtedy osiemnaście lat, więc może jeszcze nie interesował się tym tak bardzo". I tak dalej — same świństwa o Konwickim. Głupia sprawa! Jako profe­sjonalny antykomunista, choć skażony niewątpliwie sklerozą, nie umiem przypomnieć sobie prof. K. wśród naszych kolegów i obroń­ców, na zebraniach Towarzystwa Kursów Naukowych, na koryta­rzach sądowych, wśród sygnatariuszy listów w obronie praw czło­wieka i ludzi uciemiężonych. Za to Konwickiego zapamiętałem. Je­go książki i jego gesty; jego odwagę i poświęcenie. Ale także jego zmysł mądrej autoironii, który nakazywał zawsze odróżniać patrio­tę od zakompleksionego zawistnika, który własny strach racjonali­zuje poprzez deprecjonowanie cudzej odwagi.”

Czy czytelnik tych słów solidaryzuje się z Tadeuszem Konwickim i pała oburzeniem ? Oczyma wyobraźni widzi profesora K., kolegę z partyzanckiego oddziału, który w pięćdziesiąt lat po wojnie, racjonalizuje własny strach przez deprecjację odwagi Konwickiego? Kolegę piszącego same świństwa? Profesor K. zbezcześcił książkę Konwickiego, który jest autorytetem moralnym, którego nie tak dawno honorując warszawskim medalem na Zamku Królewskim nazwano „sumieniem społeczeństwa”. Obrońca Konwickiego pisze, że zanim książka została zbezczeszczona, została beatyfikowana, ale najpierw została skonfiskowana. W którym roku? Rojsty (gdyż taki nosi tytuł ta zbezczeszczona książka) zostały skonfiskowane przez waaaaadzę ludową w 1948 roku. Zbiegiem okoliczności Konwickiemu w roku 1954 wydano książkę zatytułowaną Władza. Stanisław Murzański , żołnierz ZWZ i Armii Krajowej, po wojnie w WiN, od 1948 do 1955 r. więziony pisze: „Tadeusz Konwicki w Rojstach i Władzy, wali na odlew, bez skrupułów i bez litości. Przeciwnik nie ma żadnej szansy. Cel ataku jest jeden i oczywisty: unicestwić ! „

Sztafeta autorytetów moralnych.

Kto skonfiskował w roku 1948 książkę Konwickiego? Oczywiście cenzura władzy ludowej. Kto się pochylił z troską nad Rojstami, obświnionym przez kolegę z oddziału Konwickim i jest autorem słów „powieść była najpierw skonfiskowana, potem beatyfikowana, wreszcie zbezczeszczona.”? Autorem tych słów jest inny autorytet moralny - Adam Michnik.

Michnik jako były sekretarz Słonimskiego doskonale rozumie rolę autorytetów moralnych. Sam o nich pisał nie jeden raz:

„Słonimski znakomicie rozumiał potrzebę autorytetów moralnych: byli to dlań Ossowscy i Maria Dąbrowska. Gdy ich zabrakło, miał poczucie, że to jemu przypadła teraz pałeczka. (…)Mówię tu o zjawisku trudnym do uchwycenia – o sekrecie autorytetu moralnego środowiska warszawskiej inteligencji. Autorytetu moralnego nie można zadekretować, ani wymusić – powstaje on w dziesiątkach tajemniczych sytuacji międzyludzkich, zawsze trudnych, konfliktowych, skażonych dwuznacznością. Autorytet łączy w sobie materialną bezsilność z moralną mocą. Zmysł umiaru z cywilną odwagą, wysoką pozycję w hierarchii zawodowej z mądrością serca”.

Słowa Michnika o profesorze K. i o potrzebie autorytetu moralnego pochodzą z „Wyznań nawróconego dysydenta” ( wyd. Zeszyty Literackie 2003 r.).

Michnik pisząc o powieści Tadeusza Konwickiego „Rojsty” zarzucał tchórzostwo anonimowemu żołnierzowi wileńskiej Armii Krajowej, nieznanemu profesorowi K. Gdy czytałem te obelżywe słowa znałem Michnika dość dobrze, wiedziałem czego można się po nim spodziewać. Znałem również Konwickiego z racji swoich zainteresowań okresem stalinowskim - hańbą domową. Michnik nie musi się więc krygować pisząc o staliniście Konwickim, gdyż po prostu Konwicki nim był i to był stalinistą w niezbyt apetycznym wydaniu. Michnik i Konwicki wiedzieliby doskonale dlaczego piszę o niezbyt apetycznym obliczu Konwickiego – ale czytelnikom wpisu należy się wyjaśnienie.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Aleksander Bączek Tak się składa, że czytam również wszystkie teksty o tenisie i...
  • @j.k.50 Oczywiście, że boją się jej wpływu na poglądy młodych, panicznie się boja....
  • @Godziemba Witaj Godziembo dobrze byłoby gdyby w tym roku dołączyła do niej Ula, do...

Tagi

Tematy w dziale