Blog
Bez taryfy ulgowej
rekontra
rekontra REAKCJONISTA
186 obserwujących 639 notek 1004170 odsłon
rekontra, 28 czerwca 2009 r.

Komunizm – „Chęć wykradzenia bogom ognia”

 

"Hitleryzm umiał wyhodować dżunglę życia, w której nie można było ufać ulicom, domom, a nade wszystko drugiemu człowiekowi. Komunizm poszedł o krok dalej w wielu kierunkach: nawożąc glebę życia myślami Lenina i Stalina roz­siał wokół człowieka gąszcz, w którym nie mógł on już zaufać nawet sa­memu sobie, a ponadto kształtom, kolorom, zapachom, powietrza. Ko­munizm uczynił samo życie swoim narzędziem ucisku, produktem swego systemu, czyli samego siebie. Potrafił związać kata z ofiarą współzależ­nością tak otchłannych, wzajemnych upodleń, że aż wszystko roztopiło się w niewypowidzianej mazi, a człowiek wpłynął na koszmarną rafę, na której zginąć musi jako człowiek, odrodzić się może już tylko jako coś innego." (Leopold Tyrmand)
 
Galopujący Major pisze - "Krótka piłka o antykomunizmie FYMa":  
 
FYM okazem histerii jest jeszcze ogólniejszej, bo antykomunistycznej. A ta porywa serca w jądrze blogowego mainstreamu prawicowego.”
 
O histerii antykomunistycznej można sobie dywagować we Francji, dokonywać analizy w Nowym Jorku, pochylać się i badać ze szkiełkiem i okiem na Madagaskarze. Prometejskich momentów (elementów) w komunizmie można poszukiwać mieszkając w Szwecji, żyjąc na Hawajach, a jego ludzką twarz można dostrzegać patrząc z perspektywy Londynu, ale …. ale nie w Polsce, która pięćdziesiąt lat była pod sowiecką okupacją, nie na Ukrainie wielkiego głodu, nie na Węgrzech roku 1956, czy Czechach 68.
 
GM pisze:  „Na ile to typowy środowiskowy konformizm, gdzie taktowanie przemilcza się lewicowość Gwiazdów i Kaczyńskich, traktując to jako niegroźną fanaberię, a na ile klapki w walce z wrogami Kościoła, trudno powiedzieć. „
 
Odpowiedź jest prosta.  Antykomuniści mogą być lewicowcami i często są. Bugaj, Kaczyński, Gwiazda, Romaszewski i wielu innych, ale w sferze społecznej, nie w sferze wartości.
 
GM pisze: „Przeto gdy FYM pisze krótką piłkę do Kłopotowskiego to celowo wrzuca do jednego worka wszystko co lewicowe, by w pierwszym kroku zrównać to z komunizmem, a w drugim sugerować wprost, że lewica, jako komunizm, musi prowadzić do przemocy„
 
Patrz powyżej – i uzupełnienie. Lewicy trzeba patrzeć na ręce. Zawsze trzeba patrzeć na ręce, i pilnować co też jej się lęgnie w głowach - i trzeba gęgać, że polecę pewnym klasykiem, który od lat wybiela komunistów, tropi antykomunistów i ich etykietuje.
Trzeba wypatrywać, czy na horyzoncie nie majaczy sylwetka nowego Hitlera czy jakiegoś Lenina. Lewica w Polsce przez jakieś następne dwadzieścia lat, będzie czerwoną pajęczyną opleciona przez komunę i postkomunę. Wystarczy otworzyć oczy i popatrzeć kto się kręci w pobliżu tej „lewicy”.
 
Czytam dalej: „Jeżeli jednak, jako antykomunista, jest się rewersem komunistycznej monety, jeżeli sens publicystyce nadaje komunistyczne zagrożenie, jeżeli jest się ubabranym w komunizm, choćby od strony skojarzeń i punktów odniesienia, to taka wulgaryzacja idei, prędzej czy później przyjść musi, bo brak komunizmu to w istocie negowanie sensu istnienia antykomunistów„.

Bzdura z tym negowaniem sensu istnienia. Tak może być w Paryżu czy Londynie, ale nie w Polsce. Najpierw trzeba skończyć inwentaryzację komunizmu i jego zbrodni, a na to potrzeba minimum dwadzieścia lat pracy Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, a potem zobaczymy.  
Zgadzam się w jednym – komunizm brudzi, w komunizmie ktoś go badający się po prostu babrze, ale czy człowiek powinien zaniechać niektórych czynności fizjologicznych, ze względów estetycznych? Nawet Herbert pisał o śmietniku, w którym trzeba grzebać – a właściwie wygrzebywać eksów i ich „hańbę domową”, trzeba walcząc z ich amnezją, przypominać ile szkieletów ukrywają w szafach.  
 
Galopujący Major pisze: „Stąd również i dziś komunizm trwać musi w najlepsze, co, patrząc choćby na poziom życia, wolność pisania w Internecie, czy sam fakt publicystyki FYMa (jaki reżim komunistyczny znosiłby tak antykomunistyczną krytykę?) oznacza, że albo demonizm komunizmu był przesadzony, albo że komunizmem jest wszystko, czyli jednocześnie nic, i pojęcia zupełnie straciły swoje istnienie. „
 
O to, to – komunizmem jest wszystko, i wszyscy go budowali i wszystko nim jest. Jakbym w ręku miał GW, a nie czytał GM. Po pierwsze, gdybyś był bardziej oczytany, to zauważyłbyś ewolucję, dość dawno porzucono stalinizm (w sferze językowej), a następnie komunizm. Stalinistów i komunistów trzeba i tak szukać ze świecą w ręku. Obecnie używa się „bolszewizmu”, a teraz do meritum tego akapitu.
 
Dwadzieścia lat prania mózgów, zrównywania ofiary i kata, pisanie i mówienia, że prawda jest niejednoznaczna i oczywiście względna, dwadzieścia lat dzielenia włosa na czworo, szukanie ludzkiej twarzy u komunistów – i skutek widoczny – wystarczy Ciebie poczytać Galopujący Majorze.
A trzeba powiedzieć wyraźnie – bez ogródek, komunizm to gorsza zaraza niż nazizm.  Jest tylko jedna różnica - komunizm w dalszym ciągu czeka na osądzenie.
 
Dlatego w Polsce „Cywilizacja komunizmu” Tyrmanda powinna być lekturą obowiązkową w liceum. Józef Mackiewicz powinien być obecny na lekcjach polskiego, i lewicowiec Herling Grudziński też – nie tylko jego „Inny świat”, ale i „Spowiedź dziecięcia stalinizmu” w której czytamy: „W matce Królów Brandys dał więc coś w rodzaju gnojówki moralnej polanej obficie łzami wyrozumiałości dla samego siebie i self-pity, coś w rodzaju samorozgrzeszającej się spowiedzi, w której każdemu uderzeniu w piersi towarzyszy okrzyk: miałem jednocześnie rację! „
I z tym mamy do czynienia od dokładnie 53 lat – od 1956 roku. Gdy co sprytniejsi staliniści dojrzeli to, co każda praczka widziała i każdy szewc.
 
GM rozważa: „Nie wchodząc więc w rozważania ile komunizmu jest w Krytyce Politycznej, oczywiste jest, że tak jak niewygodna jest dla tych antykomunistów, którzy nad współczesną myślą lewicową pochylić się chcą by ją próbować zrozumieć, tak idealna jest dla antykomunistów, których sens zależy do aktywności jakiejkolwiek myśli lewicy, niechby i nawet były to jakieś mikro przetasowania. Wszak nawet najmniejsze drgnięcie po lewicowej, a więc rzekomo komunistycznej stronie, powodem być może być do antykomunistycznych werbli.”
 
Oczywiście, że trzeba obserwować, ile komunizmu jest w Krytyce Politycznej, trzeba bacznie obserwować, jakich ma Ojców Założycieli i jakich klasyków.
 
Galopującu Major nie żąda: „Ale z drugiej strony, czego żądać od kogoś, kto siedząc głęboko w komunistycznym świecie, pisze, iż pryszczaci cieszyli się estymą w latach 70 tych, choć jeżeli już to estymą cieszyli się ex-pryszczaci, zwani rewizjonistami. A niektórych z nich (Woroszylskiego) osobiście cenił sam Jan Paweł II …. „
 
A Herbert uważał za przyjaciela, Herbert który znał go o wiele lepiej niż Papież. Sam mam problem z zasługami byłych pryszczatych dla odzyskania niepodległości. Ale zanim oddam im sprawiedliwość, chcę poznać prawdę. Ilu ukrywa się pośród nich Czajkowskich, Szczypiorskich, Maleszków – liczba mnoga niezbędna. Wówczas do Woroszylskiego dorzucę kilka dziesiątek nazwisk byłych stalinistów, którzy potem dobrze się zasłużyli krajowi. Ale najpierw prawda, najpierw IPN.
 
GM o epizodzie: „Podobnie Boya oficjalnie ceniono w PRL, nie za epizod lwowski, lecz tak jak Woltera (Powiastki filozoficzne wydawane w stosunkowo dużym nakładzie) jako apostoła laickiego liberalizmu walczącego z Kościołem.”
 
Epizod to można mieć w rynsztoku czy izbie wytrzeźwień. Prawie trzyletnia kolaboracja Boya z okupantem sowieckim, gdy setki tysięcy Polaków deportowano, ofiarowanie okupantowi na usługi swojego autorytetu – pisarze w Polsce, zawsze cieszyli się olbrzymim autorytetem – publiczne gorszenie Polaków, to nie jest epizod Galopujący Majorze. Polecam lekturę „Kolaborantów” Jacka Trznadla.
Podobnie trudno pięć lat służby Czesława Miłosza reżimowi bierutowskiemu, na placówkach dyplomatycznych w Waszyngtonie i Paryżu, nazwać jak piszesz – konformizmem i oportunizmem.
 
GM pisze o ofiarach:
„I że ostatnimi ofiarami komunizmu, zniewolonymi do samego swego końca, są antykomuniści z La Manchy, wciąż polujący na swoje leninowskie wiatraki. „
 
Niech Ci będą wiatraki, faktem jest jedno – w Polsce lewicowcom trzeba patrzeć na ręce.
 
Trzeba uważnie się przyglądać każdemu, kto wybiela czy wręcz broni komunistów i stalinistów – pisząc dzisiaj o nich jako ludziach wybitnych i prawych - każdemu kto atakuje IPN, który bada i opisuje komunizm i jego zbrodnie.
Przykładowo - trzeba wyjaśniać młodemu pokoleniu dlaczego Michnik twierdzi, że IPN nigdy nie powinien powstać, dlaczego właśnie na łamach GW postuluje się jego likwidację. Należy wybielaczy i przemilczaczy komunizmu traktować jak postkomunę.
 
Natomiast zgadzam się, jeżeli chodzi o leninowskie wiatraki – tylko w detalach różnił się twórca obozów koncentracyjnych Lenin (polecam lekturę Hellera „Świat obozów koncentracyjnych a literatura sowiecka”)od Stalina. Dlatego wiatraki mogą być leninowskie czy stalinowskie, żadna różnica.
 
I na koniec mogę zacytować Adama Michnika, który  w wywiadzie dla Nowych książek w roku 1991 mówił:
„Kiedy czytam rozmaite teksty na temat Józefa Mackiewicza, ogar­nia mnie przerażenie, że oto na wzór, na pomnik i transparent wy­pchnięto człowieka, który - sam nieraz opluty - nie miał żadnych skrupułów w opluwaniu innych. O ile uważani, że można zrozu­mieć Mackiewicza, o tyle zupełnie nie pojmuję, jak można go glo­ryfikować. Wie Pan, czego dziś się w Polsce boję? O tym już mówi­łem: najbardziej boję się tego schamiałego barbarzyństwa. I kiedy kilka lat temu okazało się, że Józef Mackiewicz jest najbardziej po­czytnym pisarzem, to pomyślałem, że ci, którzy go gloryfikują, któ­rzy intelektualizują jego tępy zoologiczny antykomunizm, biorą na siebie jakąś odpowiedzialność za to barbarzyńskie schamienie, które teraz nadchodzi. Zastanawiam się, czy ci znakomici eseiści, którzy gloryfikowali i gloryfikują bezkrytycznie Mackiewicza, czują się jakoś odpowiedzialni za to, czego są świadkami dzisiaj. Ja w każdym razie z błazeńskim uporem powtarzam, że komunizm, mark­sizm to była jakaś wielka porażka umysłu i sumienia ludzkiego w XX wieku, ale był w tej próbie jakiś rys prometejski, chęć wykra­dzenia bogom ognia. Otóż Prometeusz jako agent KGB to coś, co mi nie odpowiadało, to jest coś, co jest mi głęboko obce".
 
Otóż to – Michnik uważa -  że, komunizm to porażka umysłu, ale w tej próbie widzi rys prometejski, chęć wykradzenia ognia bogom.
I na to nie ma zgody też.
Kto chciał wykraść ten ogień, należy zapytać Michnika? Lenin czy Stalin|? A może Trocki?  Bierut (jeżeli nie był „matrioszką”) czy Berman? Gomułka czy Jaruzelski twierdzący, że komunizmu w ogóle nie było. TOTALITARYZM brzmi lepiej? Kto chciał wykraść ogień!
I jeszcze ostatnia uwaga - trzeba badać archiwa, by zobaczyć czy ci michnikowi Prometeusze, nie byli agentami – niezależnie od tego czy Michnikowi to odpowiada, czy jest mu głęboko obce.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Aleksander Bączek Tak się składa, że czytam również wszystkie teksty o tenisie i...
  • @j.k.50 Oczywiście, że boją się jej wpływu na poglądy młodych, panicznie się boja....
  • @Godziemba Witaj Godziembo dobrze byłoby gdyby w tym roku dołączyła do niej Ula, do...

Tagi

Tematy w dziale